Październik 2009- archiwum

12. Pradolina rzeki Grabowej na wysokości wsi Paproty

30 paź 2009. Kategorie: 12. Okolice wsi Paproty /gmina Malechowo/, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, VII. Moje podróżowanie | Komentarze (0) »

Kilka dni temu, podczas prelekcji w ogrodzie, w której uczestniczyły dzieci z jednej z koszalińskich szkół, dziewczynka podniosła rękę, i ni z tego ni z owego spytała mnie,  co to są źródliska. Okazało się to zadaniem domowym, więc w porozumieniu z obecną panią obiecałam, że p0każę źródliska w tv Max.   Udałam się w teren,  by poszukać fajnego miejsca i wybór padł na dolinę rzeki Grabowej.

Pierwszego dnia pojechałam na zwiady sama, a wybrałam okolice wsi Paproty, w gminie Malechowo leżące niemal na krawędzi szerokiej pradoliny rzeki Grabowej . Zgłosiłam się do sołtysa wsi, sympatycznego, młodego człowieka, który ze mną pojechał osobiście, wprost na miejsce wysięków i źródlisk. Jedno odczyścił z opadłych liści, bym mogła obejrzeć, jak i gdzie wybija woda i leci dalej, w łąki. Pokazał mi też kilka pięknych, niesamowitych w swoich kształtach starych lip i oczywiście kilka kęp paproci, uzasadniających nazwę wsi.   Zawsze się znajdą w pobliżu obniżeń terenowych, w dodatku na wilgotnych łąkach.

Gdy wracaliśmy, dwie zgrabne dziewczyny rozpoczynały akurat szybki marsz o kijkach i okazało się, że jedna z nich jest żoną sołtysa. Pomyślałam w skrytości ducha, że nie jest to całkiem zwyczajne małżeństwo, w dodatku mają  liliowy tynk na swoim domu i fajne ozdoby wokół, ale nie wypytywałam, podziękowałam za poświęcony mi czas i wróciłam do domu.

Nazajutrz z samego rana wróciłam do źródliska z operatorem i  przed kamerą opowiedziałam,  zwłaszcza zainteresowanym uczniom, o źródliskach, wilgotnych, porośniętych bujnymi roślinami łąkach  i potężniejącej z każdym kilometrem rzece, zasilanej wysiękami z morenowych wzgórz. Pokazaliśmy szeroką pradolinę niegdyś czyli około 20-16 tysięcy lat temu, wyżłobioną przez wody z topiącego się lądolodu, spływające z okolicznych wzniesień,  a zwłaszcza z wysoczyzny polanowskiej. Kiedy lody się wytopiły, rzeka kurczyła swoją szerokość aż do obecnej. Teraz Grabowa płynie dnem pradoliny, w swojej dolinie. Pradolinę porastają wilgotne łąki, z kępami wierzb, a z brzegów- resztki olsów. Postanowiłam pokazać takie wierzbowiska i w ten sposób zobaczyłam też plantację wierzby energetycznej, o mocnych, kilkumetrowych pędach oraz jakieś nietypowe nasadzenia wierzbowe.  I tak naocznie przekonałam się o istnienu wierzbowych labiryntów. Wracając zobaczyliśmy tablicę, informującą i  o labiryntach i o  grach terenowych, więc znów trafiłam do sołtysa, chcąc się dopytać o labirynty, które z powodu materii czyli wierzb niezwykle pasowały do tych niskich łąk, niemal wykluczając widoczną ingerencję człowieka.

I spotkała mnie niespodzianka, bo  właśnie owe małżeństwo „sołtysowe” uczestniczy w realizacji jednego z zadań WIOSKI TEMATYCZNE, prowadzi zajęcia w wierzbowych labiryntach,  gdzie dzieci, młodzież oraz dorośli mogą się oderwać od komputerów i siedzącego trybu życia i nieźle  się pogimnastykować, spędzając w Paprotach kilka godzin.  I nie tylko. Zobaczyliśmy galerię, twórczość rzeźbiarską i malarską, grę terenową – odmianę golfa z wrzucaniem dysków do koszy, a nawet zabawę w tworzenie cudownych, ogromnych baniek mydlanych.   Zapomniałam o moim botanicznym  powołaniu i bawiłam się jak normalne dziecko. To było piękne przedpołudnie.

Kiedy  po południu pokazywałam aleję brzozową, opowiadając o współgraniu wierzb na łąkach a brzóz przy drodze z takim naturalnym terenem,  zatrzymali się przy nas  policjanci z Malechowa, a że znali teren jak własną kieszeń – dowiedziałam się od nich o kilku nieznanych mi,  pięknych alejach na poboczach wiejskich odcinków szos malechowskich. Poniżej umieściłam  fotoreportaż, pokazujący ten właśnie jesienny dzień!

11. Mini zoo i bar „U Bazylego”

26 paź 2009. Kategorie: 11. Minizoo i bar "U Bazylego" | Komentarze (0) »

Mini zoo zdobi niewielki ale niezły bar przydrożny, położony między Koszalinem a Karlinem, przed zjazdem do Białogardu, po prawej stronie.  Nieco przed barem rośnie wzdłuż szosy ponad 20 starych, pięknych dębów,  uznanych za drzewa pomnikowe. Przy okazji wycieczki do tego małego zoo możemy więc obejrzeć te wspaniałe dęby szypułkowe, uważając oczywiście na intensywny ruch samochodowy  ze względu na własne bezpieczeństwo.   Samochód można postawić na parkingu przy barze.

Wejście do zoo jest ozdobione osobnym wejściem, tuż obok baru,  w cieniu pięknych sosen. Widać rozrastanie się pomieszczeń dla zwierząt i nowe atrakcje. W ładnych, drewnianych wolierach, estetycznie wykonanych i zaopatrzonych w ładne urządzenia, na przykład pojemniki na jedzenie i wodę, półki, gniazda, paśniki i drabinki, można obejrzeć liczne ptaki ozdobne, takie jak kurki, pawie, indyki, kaczki, bażanty i perliczki. Osobną grupą ptaków są papugi i dla nich zostały postawione nowe, całoroczne pawiloniki, dopasowane do zadrzewienia. Spędziłam przy nich wiele czasu, chcąc je sfotografować, ale przyznam, że gęste siatki /inne być nie mogą/ i drabinki uniemożliwiaja zrobienie fajnych zdjęć. To wyzwanie dla fotografujących, ze względu na konieczną cierpliwość.

Poza ptakami można popatrzeć na milutkie króliczki, kózki, małe koniki. Na pewno w chwili obecnej teren jest utwardzony, bo kiedy tam byłam ostatnio – był w trakcie budowy.

Rodziny z dziećmi mogą tam spędzić miło czas, doznając wrażeń w kontaktach ze zwierzętami, wykorzystując huśtawki,  zjeżdżalnie, ławeczki,  a przede wszystkim bar, w sobotnie czy niedzielnie południe.

6. Dromadery z oliwskiego ZOO

25 paź 2009. Kategorie: 6. Dromadery z oliwskiego ZOO, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, XII. ciekawostki przyrodnicze | Komentarze (0) »

Wielbłądy są niezwykle widowiskowe i bardzo chciałabym mieć takie zwierzę, koniecznie w towarzystwie żyrafy i zebry, bo to pierwsza trójka oglądana przeze mnie najchętniej. Sa tak popularne, że wstyd mi cokolwiek o nich pisać, ale może poczyta sobie o nich jakaś mała dziewczynka i zechce namówić tatusia na wycieczkę do zoo.

Wielbłądowate to duże ssaki, o indywidualnie czyli całkiem  odmiennie zbudowanych nogach, niż  pozostałe parzystokopytne.   Otóż  zwierzęta opierają się nie tylko na końcowym odcinku kopytowym, lecz także na poprzedzającym kopyto odcinku palca. Dlatego końcówki odnóży nie są pokryte kopytem właściwym lecz objęte małym pazurem z zakrzywionej blaszki rogowej.  Szeroka podeszwa pozwala na uniesienie potężnego ciała, a jej elastyczne podbicie jest przystosowaniem  do chodzenia po piaskach.  Sylwetka wielbłąda z niezbyt urodziwym garbem, bekanie i inne brzydkie odgłosy, jakie wydaje niezwykle niemelodyjnie – dyskwalifikują to zwierzę do udziału w konkursach piękności.

Dromadery osiągają ponad 2 metry wysokości i ponad 3 metry długości i są formą wielbłądów jednogarbnych.  Zamieszkują  przeważnie Afrykę, podczas gdy wielbłądy dwugarbne zwane baktrianami – Azję.  Dromader Camelus dromaderianus jest obecnie tylko zwierzęciem domowym wszystkich krajów Afryki Północnej, , także w południowo-wschodniej Azji, sprowadzony do Europy, Ameryki Południowej i Australii. Ma liczne poza stopami przystosowania do życia na pustynnych piaskach; nozdrza ma ściągane z boków, co pozwala mu oddychać w czasie burz piaskowych i chroni drogi oddechowe przed pyłem, tłuszczowy garb jest swoistych „magazynem wody”, bo w drodze spalania chemicznego tłuszczu powstaje woda, pokrywająca zapotrzebowanie w czasie podróży, zgrubienia  zwane modzelami i pokrywające łokcie, kolana, napięstki, pięty i piersi chronią skórę w czasie odpoczynku, piaskowy kolor sierści maskuje jego obecność  na pustyni, jest odporny na chłody nocy i upały południa, twardego pyska nie kaleczą suche,  cierniste krzewy.  Nie biegnie jak koń na przemian wyrzucając  nogi, tylko stawia raz nogi prawej a raz lewej strony ciała, rzucając ciałem , a także jeźdźcem raz w prawo,  a raz w lewo.  I jeszcze jedno – jest niezwykle nieprzyjemny  jeśli chodzi o własny zapach, bo z osobliwych gruczołów umieszczonych z tyłu głowy, wydziela płyn o przykrej woni, zwłaszcza w okresie rui.

Dromadery żywią się wyłącznie pokarmem roślinnym i sś pod tym względem niezwykle niewybredne.  Mogą zjeść nawet prymitywne domostwa budowane z żerdzi połączonych turzycami, gałęzie i największe kolce akacji, nie raniąc przy tym pyska i trawiąc je doskonale.  Rozdwojone wargi świetnie łamią kawałki twardego pożywienia.  Oczywiście uwielbiają miękkie, soczyste części roślin, zwłaszcza wszelkie ziarna, w tym fasole, bób, wszelkie zboża i słomę.  Najmilszym dla nich pożywieniem są jednak soczyste liście  i tak samo chętnie, jak żyrafy, kierują się w stronę drzew.

Spragnione dromadery, czujące w pobliżu wodą, podnoszą w górę głowy, węsząc głośno z na wpół przymkniętymi oczami, kładą uszy po sobie i nagle zaczynają biec. Tłoczą się potem u źródła, a w trakcie picia ciało ich nabrzmiewa,   a potem, w trakcie marszu  przelewająca się woda w żołądku wydaje bulgoty i szmery.   W czasie pory deszczowe wielbłądy dostają sól, zwiększającą łaknienie i wtedy rośnie im garb. Są świetnymi biegaczami i wytrwałymi piechurami, dlatego pozostaną długo jeszcze na usługach człowieka. Maszerują około 4 km na godzinę, 12 godzin dziennie i jednorazowa niosą około 150 kg bagażu.  Specjalnie przygotowane i dobrze karmione zwierzęta mogą przebyć   500 km w ciągu 3-4 dni, pod warunkiem kilku godzin odpoczynku w południe.    Najbardziej utrapione stają się w czasie rui; ogiery hałasują, kpią , gryzą  i biją inne wielbłądy oraz  właściciela,  są tchórzliwe albo gwałtowne i muszą nosić kagańce.  Małe,  śliczne wielbłądziątka rodzą się z otwartymi oczkami, pokryte miękkimi, wełnistymi włoskami i są zabawne oraz wesołe. Matka, choć rzadko je wylizuje, potem okazuje się gorliwą, troskliwą matką, karmiąc małe jedną parą sutek przez ponad rok i broniąc je przed niebezpieczeństwami.

Jeśli się  wie dużo o zwyczajach zwierząt,  milej się patrzy na te dla mnie piękne, dostojne zwierzęta,   niezwykle przydatne człowiekowi  w pustynnym  środowisku.

Później »