Grudzień 2009- archiwum

11. Zimowy park i pałac w Strzekęcinie pod Koszalinem

23 gru 2009. Kategorie: 11. Zimowy park i pałac w Strzekęcinie pod Koszalinem, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze | Komentarze (10) »

W przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia podjechałam do Strzekęcina, aby pokazać zaśnieżony park przy „Starym” pałacu. Może to pierwszy i zarazem ostatni śnieg rozpoczynającej się zimy? Wiele razy tak bywało, a ponadto uwielbiam czystość śniegową w ogrodach i jego dekoratorstwo zimowe.  Strzekęcino jest położone w odległości 13 km  na południe od Koszalina, w kierunku Tychowa. Z  szosy zjeżdżamy na prawo i aleją ponad stuletnich platanów dojeżdżamy na wygodny parking lub wprost przed okazały, ozdobny jak na pałac przystało, front pałacu  zwanego kiedyś „starym”, „czarnym”  lub „myśliwskim”.  Został wzniesiony w latach 1899 – 1901 na terenie posiadłości pomorskiego rodu Von Kamecke.  Pałac w stylu eklektycznym, czyli zawierający  elementy   różnych stylów architektonicznych, przypominał średniowieczny zamek. Wiele jego fragmentów ma zróżnicowane wielkości i wysokości, zwieńczone daszkami i dachami oraz wieżyczkami, a obecnie, po remontach i dołożeniu ozdób natynkowych, krat kutych, balustrad, schodów, balkoników, w tonacji piaskowej i białej  - bryła budynku  nabrała elegancji. Mnie oczywiście interesują przestrzenie zielone,  otaczające pałac. Od frontu rosną stare, piękne dęby, a w ich cieniu – różaneczniki oraz wiele innych okrywowych i ozdobnych roślin. Imponujące kule bukszpanowe zdobią front, a strzyżone, niskie  żywopłoty oraz inne ukształtowane ręką ogrodnika rośliny zdobią przestrzenie parkowe. Naprzeciw wejścia do pałacu znajduje się stara lodownia, ukształtowana jako salon paprociowy i zbudowana z tufu wulkanicznego. Niezwykle romantyczna ściana, z bocznymi schodkami prowadzącymi na górę, jest latem porośnięta paprociami, ale mnie zawsze zachwycały łodyżki lnicy bluszczolistnej Linaria cymbalaria, oplatające skałki, zdobiące je maleńkimi, pięknie wykrojonymi  listkami oraz liliowymi kwiatkami i zwisające festonami w dół. Widoczne o tej porze delikatne „liany” wciąż mają liście. Po paprociach ściętych jesienią, pozostały rude końcówki liści.

Cały zespół pałacowo- parkowy , z dużym stawem i drugim, późniejszym pałacem, zwanym „białym” posadowionym po drugiej stronie stawu,  otoczony  jest  rozległym parkiem, ograniczonym wysokim, ażurowym  ogrodzeniem.  Liczne ścieżki oraz wygodne drogi pozwalają dotrzeć do każdego miejsca, także wokoło stawu. Po przestrzeniach trawiastych, teraz zaśnieżonych spacerują pawie. Kępy roślin ozdobnych obramowują stawki, a mostki, barierki, liczne schodki, ławki i kamienne budowle ściągają wzrok. W kępach i pojedynczo rosną wspaniałe stare dęby, jesiony, brzozy i inne gatunki drzew, nobilitując założenie parkowe. Na osobne wyróżnienie zasługuje wiekowy cypryśnik błotny, którego czerwone,  delikatne, nie do końca zgubione  igiełki nadal widać na drzewie z daleka. Ponadto zachowany został potężny pień po czerwonolistnym,  starym buku zwyczajnym, który rósł jeszcze niedawno nad brzegiem stawu. Z wysokości parteru pałacowego prowadzą w dół tarasy, łączone schodami, które prowadzą wprost na brzeg wody. Zachwyciły mnie prawdziwie pałacowe lampy, imponujące wielkością, zdobione  i piękne.

Biały pałac, zbudowany w 1935 roku  na północnym krańcu stawu, ma klasyczną, spokojną formę elewacji. Przed głównym wejściem w sezonie  kwitną niebieskie, stare krzewy hortensji oraz liczne różaneczniki po dwu stronach  niewielkiej  polany przed frontem. Wprost z werandy, od strony południowej białego pałacu, można wyjść do romantycznego ogrodu. Zespół  można spokojnie obejrzeć na zdjęciach, zachęcam jednak do podjechania, bo to niedaleko Koszalina czy Mielna, a  taka wycieczka urozmaici nam na przykład pochmurne dni wakacyjne czy urlopowe tym bardziej, że w pałacu jest elegancki hotel  i  restauracja z dobrym jedzeniem.

11. Pierwszy śnieg w ogrodzie….

16 gru 2009. Kategorie: 11. Pierwszy śnieg w ogrodzie...., I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

a przecież równo tydzień temu sfotografowałam płomienne, późnojesienne ale piękne barwy w moim ogrodzie. Przemijanie trzeba utrwalać, bo złudna pamięć i figlarny mózg tracą obrazy i nie da się do nich wrócić. Ogród w każdej porze wygląda inaczej, ale też każdego roku przybywa mu lat, a tym samym potężnieją konary drzew, rozpościerają się coraz szerzej  ich korony, zwielokrotniają swe gałązki wszelkie krzewy i dochodzą przecież wciąż nowe rośliny.  Niekiedy sami nie zdołamy  przewidzieć, czy kolejna kompozycja będzie doskonała czy niestety, bez walorów.  Zima pozwala na inne spojrzenie na „swoje”  rośliny.

Wiosną czekamy na pierwsze  kwitnienie, a potem na kolejno rozwijane pąki i właściwie poza barwami i zapachami kwiatów na nic innego zdajemy się nie zwracać uwagi, bowiem tak jesteśmy zaabsorbowani feerią wiosenną.  Najpierw cudowne cebulowe. Każdy kwiat to wydarzenie, a potem wielodniowe oglądanie. Potem wrzosowate; magnolie, azalie i różaneczniki, maleńkie wrzośce czy większe pierisy.   Każdy ogród ma swoje gwiazdy, które dają nam inne spektakle. Właściwie  uprawiamy rośliny ozdobne dla  wiosennego  kwitnienia.  Cudowna zieleń trawników jest jak rama dla ogrodowych obrazów i traktujemy ją „normalnie”, choć kosimy i pielęgnujemy z miłością.

Co innego – latem! Letnia gorączka pogodowa, urlopowa, rodzinna, twórcza  lub inna odwodzi nas i nasze myśli od ogrodu. Wyjeżdżamy i zapominamy. Kosimy z obowiązku i nic innego. Odcienie letnich  zieleni to inne obrazy od wiosennych. Każdy ogrodnik ma jednak w zestawie swoje kwiatowe kochanki letnie. U jednych to dalie, u innych róże, u mnie – hortensje. Traktujemy je jak wiernych,  letnich towarzyszy, bez urazy  ale i uniesień.  Zakładamy, że to nie jest owa ” niespodziankowa” wiosenna pora, a jedynie letnie dopełnienie.  Dopiero koniec wakacji i powolne, leniwe wdrażanie się do systematycznej pracy ogrodnika każe nam kochać pełne motyli budleje, astry wszelkich odmian, kolorowe owoce jarzębin  i oczekiwanie na chryzantemy.

A potem wybuchają jesienne pożary; klony żółcą się i czerwienią, miłorzęby stają się z dnia na dzień złociste jak dojrzewające cytryny, krzewy płoną oranżowo  i czerwono i to nas zachwyca.  Jak można myśleć o zmianach w ogrodzie, porównywać i planować , kiedy  nasz ogrodowy świat płonie? Nie można. Przerywamy pracę, stajemy nagle  i patrzymy wokoło;  na żywe zmiany, codziennie inne pejzaże, nowe obrazy. Patrzymy, chłoniemy, zapamiętujemy malując je w duszy.  Teatr  ogrodowy codziennie daje nowe spektakle ; o świcie odsłania się kurtyna,  a my oglądamy, słuchamy i klaszczemy. Dni są coraz krótsze i spektakle się skracają. I nagle któregoś poranka jedna wichura kończy wszystko. Ulewa zalewa kolory, wiatr roznosi liście, a my nie chcemy na to patrzeć.  Zła pogoda szybko rozprawia się z jesiennymi romantycznymi   nastrojami. Szybko pracujemy, tnąc, grabiąc, sprzątając i nie planując. Coś nam przemknie przez głowę, ale odrzucamy przyjemności na lepsze czasy.

I wreszcie któregoś rana budzi nas ogromna, pusta cisza.  Taka cisza jest tylko wtedy, gdy ziemię okryje śnieg. Cudowny puch izolujący i niosący wilgoć. Śnieg zmienia wygląd ogrodu całkowicie. Nie ma tęczy barw, więc nic nas nie rozprasza. Ciemń i biel  kontrastami  wypełnia ogrodowe przestrzenie, a szarości i błękity łagodzą je. Jest cudownie, czysto, bezchwastowo i bezkretowo i nic nas nie rozprasza. Chodzimy i otwierają się nam oczy na nasze niedoróbki, na niezbyt fortunne nasadzenia, na nadmierne przycięcie albo wręcz przeciwnie – niedocięcia. Widzimy nagle wszystko i planujemy pracę na kolejny rok. Marzą nam się nowe  rośliny, zmiany w stworzonych krajobrazach, nowe tonacje kolorystyczne.    Wczoraj spadł śnieg i po pierwszych momentach ogromnego zachwytu pora otrzeźwieć i otworzyć oczy na nasz ogród, bo nadszedł czas marzeń i planów ogrodowych.

10. Radosne drobiazgi przedzimowego ogrodu

10 gru 2009. Kategorie: 10. Radosne drobiazgi przedzimowego ogrodu, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

W ogrodzie jest wciąż co robić: a to trzeba przyciąć nadmiernie wyrośnięte gałęzie, to znów uporządkować żywopłoty, okryć na zimę co wrażliwsze egzemplarze    /u mnie to ponad 30  hortensji ogrodowych i tyleż samo budleji   –   już teraz przycinam iglaki na stroisz/, coś wywieźć, coś zgrabić, więc kilka godzin dziennie spędzam w chłodnym powietrzu, między roślinami ozdobnymi poza sezonem wegetacyjnym i coraz to zaskakuje mnie jakiś widok.   Wciąż pięknie wyglądają kwiaty i listeczki wrzosów,  pierisy   zaczynają rozwijać pojedyncze banieczkowate kwiatki ,  a  magnolie mają pękate pączki, okryte owłosionymi mufeczkami przed mrozem i wyglądają zwierzątkowato.

Eleganckie,  impregnowane smoliście pąki, wprost rozświetlające ciemnozielone liście  tworzą różaneczniki, a i azalie zwieńczają swymi jasnymi pączkami każdą gałązkę, gwarantując rokrocznie to samo widowisko i  tym samym juz zimą dając nam przedsmak obfitego  wiosennego  kwitnienia. Również zaczynają się przygotowywać do kwitnienia ciemierniki, zresztą niektóre już kwitną, ale ich żywej barwy skórzaste liście o pięknych kształtach tworzą duże kępy zwracające uwagę swoją zieloną urodą. Pozostaje wiele interesujących nasienników, a dopełniają widoki gałęzie o porywających kształtach, fakturach kory i barwach.  Urokliwymi dodatkami  w ogrodzie są wszelkie stelaże, wsporniki i pergole, umożliwiające wspinanie się pnączy ku słońcu i w górę – uwielbiam zwłaszcza motylki, zwieńczające podpory dla powojników, wciąż ubolewając, że nie ma ich po drugiej stronie ścieżki.  A wczoraj nad ogrodem, gdzieś wysoko w chmurach krążył nad ogrodem jakiś zapalony motolotniarz, mimo hałasu jakoś bardzo atrakcyjny.

Wszystkie te kwiatki, pączki,  liściowe zielenie, gałązki i przekwitnięte kwiatostany cieszą mnie, jak otrzymane w prezencie któreś z kolei kolczyki czy wisiorki. Na moment przerywając pracę cieszą mnie swoim istnieniem, jak każdy piękny drobiazg,  a może bardziej.

Później »