-9. Ogród dendrologiczny w Przelewicach koło Pyrzyc- archiwa kategorii

9. Ogród dendrologiczny w Przelewicach koło Pyrzyc

24 paź 2009. Kategorie: -9. Ogród dendrologiczny w Przelewicach koło Pyrzyc, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze | Komentarze (1) »

Do Ogrodu dendrologicznego w Przelewicach trafiłam przez Kórnik,  w październiku 1987 roku . I żeby było ciekawiej – po drodze popsuł mi się samochód, a jechałam z uczniami Technikum Leśnego w Warcinie- więc na miejsce trafiliśmy już po zmroku i po ciemku oglądaliśmy stare, piękne drzewa. Liście szeleściły nam pod nogami, wszystko połyskiwało od mżawki i otulone było mgłą, co dodawało ogrodowi urody i tajemniczości.  Profesor Chylarecki, ówczesny dyrektor naukowy spotkał nas między drzewami i resztę ogrodu oglądaliśmy w świetle jego solidnego reflektora. Następnego dnia poznałam młodą dyrektor ogrodu - panią Łucję Świłło - efemeryczną, szczuplutką blondynkę, która pokazała nam ogród przy świetle dziennym i zachęciła mnie do przygotowania dobrego projektu mojego przyszłego ogrodu edukacyjnego dla młodzieży szkolnej.

I od tej chwili moje życie i praca związane zostały właśnie z Przelewicami.  Przez te wszystkie lata jeździłam tam kilka razy w roku.  Efemeryczna blondynka okazała się osobą niezwykle zasadniczą, o ogromnej wiedzy ogrodniczej i własnych projektach dotyczących rozwoju i podsadzeń w ogrodzie przelewickim.  Jej bezinteresowne szkolenie mnie w dziedzinie ogrodniczej, wspólne wyjazdy do znanych ogrodów botanicznych, większych szkółek i na targi  bądź wystawy ogrodnicze powodowały, że szybko poznawałam rośliny, ich wartość  zdobniczą, nowe odmiany ale głównie zasady projektowania. Przecież byłam zoologiem! Patrzyłam z podziwem na coroczne zmiany w „Jej” ogrodzie, który kochała i poświęcała mu wszystkie swoje myśli, umiejętności i czas, a on się jej odwdzięczał swoja urodą, pięknem i różnorodnością roślin.  Miała , poza szkółką roślin przy ogrodzie w Przelewicach, niewielką szkółkę dla wzrostu i aklimatyzacji roślin do ogrodu,  zwykle   sprezentowanych  przez znajomych szkółkarzy czy dyrektorów ogrodów botanicznych, dzięki osobistym kontaktom i ogromnemu, też osobistemu,  urokowi.  Zwoziła  ze swoich wyjazdów ale i wycieczek nasiona i sadzonki, które w niewielkim zakątku na skraju ogrodu dorastały i zwykle dopiero  po kilku latach wyrośnięte  trafiały do ogrodu przelewickiego.  Jej niezwykłe zaangażowanie imponowało mi. Stała się moim  niestety, niedoścignionym wzorem ogrodnika. Odnowienie ogrodu japońskiego spowodowało, że wypiękniał, co teraz widać na moich zdjęciach. Wielkie podsadzenie różanecznikami i azaliami pod starymi , wysokimi drzewami,  poza samą wartością kolekcji,  spowodowało ogromną wiosenną atrakcyjność i wesołość ogrodu.  Zrobienie ścieżek i dróżek od nowa, czyli ich utwardzenie specjalną techniką i dobrymi żwirami spowodowało, że dzisiaj można chodzić po najdalszych, niegdyś tonących w błocie drogach.  Ścieżki wewnątrz ogrodu zostały wyłożone pracowicie, od nowa, odkopanymi płytami kamiennymi. Miała niezwykłą energię twórczą, na przykład podczas wożenia i gromadzenia wielkich głazów pyrzyckich z okolic, do budowy wielkiego ogrodu skalnego, jakże lubianego przez ludzi, a potem przy ściaganiu i obsadzaniu skalistych przestrzeni jałowcami, miniaturowymi odmianami iglaków czy wielkimi kępami drobnych gatunków skalnych. Dzisiaj ogród skalny imponuje mi różnorodnością roślin oraz doskonałym wyborem miejsca, odsłoniętego więc w pełni nasłonecznionego, poza wysokim drzewostanem, niedaleko wielkiego stawu, widoczny z wielu miejsc.

Pamiętam ciężkie prace wykonywane przy dwu odległych od centrum ogrodu stawach, a potem wspaniałe kolekcje bylin na ich wysokich brzegach. Niestety, byliny wymagają miłości i znajomości oraz  systematycznej pracy przy pielęgnacji, czego w ostatnich latach zabrakło i obecnie ta część ogrodu jest wybitnie naturalistyczna / poza kładkami i altaną/.

Od kilku lat pani Świłło  nie jest dyrektorem. Ogród ma odremontowany pałac i właściwie cała atrakcyjność ogrodu została skupiona na pięknym parkingu, tarasie przypałacowym z parasolami i osią widokową  na trawnik i szpalery drzew i krzewów. Nie widać nowych nasadzeń, a jeśli już są, to małe i tym samym ginące z widoku i miejsca. Ogród wygląda wewnątrz na opuszczony i tylko ścieżki pozostały, jak należy. I chociaż ogród jest niezwykle atrakcyjny, straciłam do niego serce, tak jak on stracił duszę. I takie jest moje osobiste odczucie!

Niemniej proszę popatrzeć na jesienne zdjęcia; ogromne drzewa o zróżnicowanych odcieniach, ciemne w tej chwili iglaki i kolorowe gatunki liściaste są niepowtarzalną scenerią dla ludzi romantycznych, kochających piękno natury, ciekawe zakątki oraz zjawiskowe otwarte przestrzenie, imponujące detale jak ogród paproci, skupienie brzóz chińskich o łososioworóżowych pniach, odbicie panoramy ogrodowej w wodach stawu, aleja starych bukszpanów, nieformowanych więc rzadko spotykanych i charakterystycznie pachnących, bluszcze spowijające pnie wyniosłych jesionów no i cudowny w każdym szczególe ogród japoński / no, może poza skrawkami niebieskiej, niestarannie zamaskowanej  folii na brzegach stawów i strumienia/.

Warto pojechać z każdego miejsca Polski, ale także  P0morza Zachodniego, by zobaczyć ten stary ogród i poznać osobiście jego historię.

p.s.  Ten znany ogród dendrologiczny leży na południe od Stargardu Szczecińskiego,  18 km od Pyrzyc.