II. Mój Ogród- archiwa kategorii

25. Koszalińskie przedszkolaki w ogrodzie we Włokach

13 cze 2012. Kategorie: 25. Koszalińskie przedszkolaki w ogrodzie we Włokach, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

Słodkie jak landryneczki dzieci wspięły się dzielnie na górkę ogrodową, wysłuchały pogadanki w sali, kiedy to pilnie uważały i tylko poruszały nóżkami w powietrzu, a potem nieco przekąsiły i wreszcie weszły w pachnącą i barwną drogę ogrodową. Wykorzystywały wszystkie zmysły do poznania ogrodu; patrzyły, słuchały wszystkich głosów i odgłosów, dotykały liście, kwiatki, kamyki, ziemię, pnie, wąchając i od czasu do czasu przeżuwając kawałki podawanych liści. Zdziwione smakami czosnku, szczawiu, berberysu, bukowych liści czy nektaru azalii a nawet własnych, chwilowo „ogrodowych” paluszków – już nie całkiem dowierzały oczom. Po prostu otworzyły się na przyrodę.


Nie można zmarnować tak rozbudzonego zainteresowania, a pokazywać dzieciom życie lasu, łąkę czy choćby pobocze ulicy z wszędobylskimi chwastami tak często, jak się da – codziennie. Podtrzymywać można miłość do przyrody wizytami w zoo, sklepie z rybkami i chomikami, w parku a nawet spacerami między ogródkami przydomowymi, pokazując świat roślin i zwierząt. Nie marnujmy wrodzonej ciekawości przedszkolaków do otoczenia, zwłaszcza przyrodniczego… Będą lepszymi ludźmi!
To grupa przedszkolaków z koszalińskiego Przedszkola Nr 15 wraz z opiekunkami!

23. Praktykantki w jesiennym ogrodzie

10 paź 2011. Kategorie: 23. Praktykantki w jesiennym ogrodzie, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

Jak co roku w ogrodzie uczniowie lub studenci odbywają praktyki zawodowe. Tej jesieni zgłosiły się koleżanki z koszalińskiego Technikum Budowlanego, o wdzięcznych imionach : Natalia i Natalka. Obie śliczne jak z obrazka i jakby nie do pracy ogrodowej; miały gustowne ozdoby, łaszki na topie, ślicznie pomalowane paznokietki i obuwie do spacerowania po Manhattanie. Nieco wyższa Natalia dużo i szybko mówiła i reagowała, natomiast Natalka była myśląco milcząca, a jeśli coś z przymusu powiedziała – miało to sens lub ukryty dowcip. No, no, no – sobie pomyślałam i umówiłam się z nimi „od poniedziałku”.
Przyszły z kompletem garderoby do roboty, punktualnie, bez makijażu, oprócz pomalowanych paznokci Natalii i zaczęły się niespodzianki.Natala brała się do każdych zajęć z zacięciem, a Natalka z ostrożnością. Przyciskały do bluzek obcięte gałęzie, wymachiwały sekatorami lub grabiami, brodziły po mokrej od rosy trawie w gustownych kaloszach, nie bały się wielkiej, samojezdnej i huczącej kosiarki a Natalka tak długo usiłowała ją włączyć…aż ją włączyła i poszła raźnie, a potem wyjmowała wielki, ciężki od trawy kosz. Podejmowały każde zajęcie, czy to nudne pielenie czy fajne sadzenie. Poznały narzędzia, a niemal ich nie znały, uczyły się mozolnie nazw roślin na żywo ale i z zielnika. Śniadanie pochłaniały z apetytem i zwykle, niestety czyli „stety”, kończyły zajęcia jakoś później. Zwiedziłyśmy wielkie targowisko warzywne, pojechałyśmy do dużego sklepu ogrodniczego, żeby nauczyć się więcej, niż było można. Codziennie wspólnie wpisywały do dzienniczka opis zajęć. Pożegnały się ze mną po fajnych trzech tygodniach czekoladowymi stokrotkami i herbatą z ciastem. Już w sobotę tęskniłam za nimi.


Została mi po ich pracy nowa powierzchnia, z której dzielne dziewczyny usunęły dwudziestoletnie wiciokrzewy, podcięły stare świerki, powyrywały siewki drzew i chwasty. Posadzimy tam kilkanaście odmian kalmii szerokolistnej, a kolekcję już nazwałam „Zakątkiem Natalek”.

22. Plener malarski w Ogrodzie Edukacyjnym we Włokach

20 maj 2011. Kategorie: 22. Plener malarski w Ogrodzie Edukacyjnym we Włokach, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

Dzisiaj odwiedziły moje ogrodowe pielesze panie – studentki Uniwersytetu III Wieku- malujące pod kierunkiem znanej malarki koszalińskiej, pani Dzidy Kolk.
Panie – pejzażystki targały sztalugi, siedzonka, blejtramy, farby i pędzle oraz inne przedmioty, niezbędne w plenerze na plenerze. Długo chodziły, szukając każda swego tematu, aż usadowiły się na wybranych pozycjach i zaczęły… Nikt i nic poza panią profesor nie mogło ich oderwać od barw i kształtów malowanych długimi pociągnięciami pędzla, drobnymi ciapeczkami, grubymi warstwami dającymi wrażenie głębi lub cienkimi – spłaszczającymi i wydelikacającymi przestrzenie. Dwie panie wybrały krajobrazy z dalekim planem, kilka – zaciszne, niewielkie kąciki ogrodowe, jedna- aleję azalii pontyjskiej z wysokimi drzewami z boków i wreszcie jedna malarka – moją kochaną gunerę.


Chodziłam z aparatem śledząc postępy obrazów i oczywiście je rejestrując. Cieszyłam się, że moja praca, nieprzydatna nauczycielom do pogłębiania wiedzy uczniów, została pięknie wykorzystana do pogłębiania warsztatu artystycznego, twórczego przez moich gości. I na powstających wolno pejzażach widziałam piękno ogrodu oddane oczyma artystów i ich rękoma.A pani profesor tańczyła lekko i radośnie na mniszkowej łączce. Dla takich chwil warto kosić, ciąć i kształtować i sadzić……

Później »