11. Pierwszy śnieg w ogrodzie….- archiwa kategorii

11. Pierwszy śnieg w ogrodzie….

16 gru 2009. Kategorie: 11. Pierwszy śnieg w ogrodzie...., I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

a przecież równo tydzień temu sfotografowałam płomienne, późnojesienne ale piękne barwy w moim ogrodzie. Przemijanie trzeba utrwalać, bo złudna pamięć i figlarny mózg tracą obrazy i nie da się do nich wrócić. Ogród w każdej porze wygląda inaczej, ale też każdego roku przybywa mu lat, a tym samym potężnieją konary drzew, rozpościerają się coraz szerzej  ich korony, zwielokrotniają swe gałązki wszelkie krzewy i dochodzą przecież wciąż nowe rośliny.  Niekiedy sami nie zdołamy  przewidzieć, czy kolejna kompozycja będzie doskonała czy niestety, bez walorów.  Zima pozwala na inne spojrzenie na „swoje”  rośliny.

Wiosną czekamy na pierwsze  kwitnienie, a potem na kolejno rozwijane pąki i właściwie poza barwami i zapachami kwiatów na nic innego zdajemy się nie zwracać uwagi, bowiem tak jesteśmy zaabsorbowani feerią wiosenną.  Najpierw cudowne cebulowe. Każdy kwiat to wydarzenie, a potem wielodniowe oglądanie. Potem wrzosowate; magnolie, azalie i różaneczniki, maleńkie wrzośce czy większe pierisy.   Każdy ogród ma swoje gwiazdy, które dają nam inne spektakle. Właściwie  uprawiamy rośliny ozdobne dla  wiosennego  kwitnienia.  Cudowna zieleń trawników jest jak rama dla ogrodowych obrazów i traktujemy ją „normalnie”, choć kosimy i pielęgnujemy z miłością.

Co innego – latem! Letnia gorączka pogodowa, urlopowa, rodzinna, twórcza  lub inna odwodzi nas i nasze myśli od ogrodu. Wyjeżdżamy i zapominamy. Kosimy z obowiązku i nic innego. Odcienie letnich  zieleni to inne obrazy od wiosennych. Każdy ogrodnik ma jednak w zestawie swoje kwiatowe kochanki letnie. U jednych to dalie, u innych róże, u mnie – hortensje. Traktujemy je jak wiernych,  letnich towarzyszy, bez urazy  ale i uniesień.  Zakładamy, że to nie jest owa ” niespodziankowa” wiosenna pora, a jedynie letnie dopełnienie.  Dopiero koniec wakacji i powolne, leniwe wdrażanie się do systematycznej pracy ogrodnika każe nam kochać pełne motyli budleje, astry wszelkich odmian, kolorowe owoce jarzębin  i oczekiwanie na chryzantemy.

A potem wybuchają jesienne pożary; klony żółcą się i czerwienią, miłorzęby stają się z dnia na dzień złociste jak dojrzewające cytryny, krzewy płoną oranżowo  i czerwono i to nas zachwyca.  Jak można myśleć o zmianach w ogrodzie, porównywać i planować , kiedy  nasz ogrodowy świat płonie? Nie można. Przerywamy pracę, stajemy nagle  i patrzymy wokoło;  na żywe zmiany, codziennie inne pejzaże, nowe obrazy. Patrzymy, chłoniemy, zapamiętujemy malując je w duszy.  Teatr  ogrodowy codziennie daje nowe spektakle ; o świcie odsłania się kurtyna,  a my oglądamy, słuchamy i klaszczemy. Dni są coraz krótsze i spektakle się skracają. I nagle któregoś poranka jedna wichura kończy wszystko. Ulewa zalewa kolory, wiatr roznosi liście, a my nie chcemy na to patrzeć.  Zła pogoda szybko rozprawia się z jesiennymi romantycznymi   nastrojami. Szybko pracujemy, tnąc, grabiąc, sprzątając i nie planując. Coś nam przemknie przez głowę, ale odrzucamy przyjemności na lepsze czasy.

I wreszcie któregoś rana budzi nas ogromna, pusta cisza.  Taka cisza jest tylko wtedy, gdy ziemię okryje śnieg. Cudowny puch izolujący i niosący wilgoć. Śnieg zmienia wygląd ogrodu całkowicie. Nie ma tęczy barw, więc nic nas nie rozprasza. Ciemń i biel  kontrastami  wypełnia ogrodowe przestrzenie, a szarości i błękity łagodzą je. Jest cudownie, czysto, bezchwastowo i bezkretowo i nic nas nie rozprasza. Chodzimy i otwierają się nam oczy na nasze niedoróbki, na niezbyt fortunne nasadzenia, na nadmierne przycięcie albo wręcz przeciwnie – niedocięcia. Widzimy nagle wszystko i planujemy pracę na kolejny rok. Marzą nam się nowe  rośliny, zmiany w stworzonych krajobrazach, nowe tonacje kolorystyczne.    Wczoraj spadł śnieg i po pierwszych momentach ogromnego zachwytu pora otrzeźwieć i otworzyć oczy na nasz ogród, bo nadszedł czas marzeń i planów ogrodowych.