2. Gunera zwana parzeplinem…- archiwa kategorii

2. Gunera zwana parzeplinem…

2 paź 2009. Kategorie: 2. Gunera zwana parzeplinem..., I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

Gunera olbrzymia, Gunnera manicata - to roślina uprawiana w moim ogrodzie od 1996  roku.  Rośnie w centralnej części ogrodu i była dotąd rośliną ulubioną przez gości, zwłaszcza jako tło pamiątkowych zdjęć. Duża, majestatyczna i piękna, rosnąca jak na drożdżach więc niezwykle dorodna i godna podziwiania, dawała mi codziennie wiele radości swoim istnieniem.

Przetrwała bardzo niskie temperatury / miedzy innymi minus 30  stopni i wiele razy poniżej 20 st., zawsze dość starannie okryta.  W tym roku, już po odkryciu,  przymrozek / minus 8 st./ zniszczył jej pąki oraz liście  w ostatnich dniach kwietnia ale mozolnie, z pączków zapasowych,  wybiła kilka liści maleńkich, jakby niepozornych i  niedorozwiniętych. Niestety, kolejny, majowy przymrozek,  a nawet można powiedzieć,  mróz- minus 8 stopni – przez dwie noce dokończył dzieła zniszczenia i strawił  nowe liście.  Znów rozwijają się jakieś maleńkie pączki ale według mojej oceny  nie rokują przyszłości – są zbyt niedorozwinięte, jakby pokurczone  i mogą nie mieć mocy do wykształcenia porządnych liści, a te  - mocnych pączków zimowych, by mogła przezimować a potem się prawidłowo rozwinąć.

Serce mi się kurczy na myśl, że ją utracę bezpowrotnie, choć  jest to zjawisko nierozerwalnie związane z życiem ogrodnika. A może nie doceniam przemożnej siły natury?

Warto więc przypomnieć, że ta piękna, monstrualna roślina, o polskiej nazwie parzeplin, nazwę łacińską zawdzięcza nazwisku znanego botanika norweskiego Johanna Ernsta Gunnerusa, na którego cześć została tak nazwana.

Jej wielkie – u mnie dorastające do 4 metrów wysokości i prawie 2,5 m średnicy –  “zadziorne” liście mają niezwykle zwielokrotnioną wypukłościami  powierzchnię, by na niej skraplała się mgła, częsta w tropikalnym lesie i nawodniła liście.   Namiar wody, w czasie mgły czy deszczu,  spływa z liścia po ogonku wprost pod roślinę, by ją podlać, bo pod wielkie liście ani kropla deszczu się nie dostanie tym bardziej, że roślina rośnie w kępach. Wielkie zadziory na ogonku liściowym (ogonku?,  co ja piszę – “ogonisku” bo liść wznosi się niekiedy na wysokość niemal dwu metrów)  bronią rośliny przed jej ewentualnymi amatorami.

Bordowe kolby kwiatostanowe są zdecydowanie ozdobne wiosną i dorastają często powyżej półtora metra. Liście jak wielkie parasole, również “zadziorne” przypominają rabarbar  więc dzieci zawsze wołają na gunerę: kolczasty rabarbar, choć obok dla porównania rośnie właśnie wielka kępa rabarbaru.

A pan Wojciech Cejrowski pokazywał, jak w brazylijskim lesie tropikalnym pomocny golas Indianin torował mu drogę maczetą, wycinając właśnie liście gunery i tym samym chroniąc ciała wędrowców i koszulę pana Wojciecha.

Na pamiątkę chcę zapisać kilka zdjęć z lat poprzednich. Jeśli jednak wyrośnie w tym roku – pokażę ją w jesieni.

Ostatecznie natura zwyciężyła i gunera nadal jest piękna. Może nie jest tak wielka, jak  w latach ubiegłych,  ale podziwiać ją można. Za jej żywotność, urodę i egzotyczną atrakcyjność . Widać, że będzie cieszyć nas w kolejnych latach – wierzę w nią!