6. Grypa i nasz paskudny klimat…- archiwa kategorii

6. Grypa i nasz paskudny klimat…

6 lis 2009. Kategorie: 6. Grypa i nasz paskudny klimat..., I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, II. Mój Ogród | Komentarze (0) »

Dzisiaj rozgorzała u mnie szalona dyskusja moich przyjaciół na temat grypy i się zaczęło… Że mieszkamy w „zdechłym ” klimacie, że w każdej chwili przez zimną połowę roku można umrzeć z powodu grypy, a w drugiej, ciepłej porze roku – na grypę żołądkową. Że nie ma „normalnego” klimatu, tylko się wszystko jakoś wyrównało na złe, mianowicie przez pół roku palimy w piecach, a przez pół roku powinniśmy często-gęsto podpalać. Że palenie jest  jednak złe , bo się człowiek rozhartowuje i wtedy choruje, ale jeśli nie palić – zjedzą nas grzyby, bakterie, wirusy  i przeziębienia.

I tak coraz bardziej biadolili, aż ktoś powiedział, że najlepiej zamieszkać w ciepłym klimacie. Rozmarzyli się  wszyscy i nawet mnie to na moment złapało, bo gdybym mieszkała na przykład w południowo – zachodniej Irlandii, mogłabym sobie uprawiać wiele ciepłolubnych gatunków. Albo w Nowej Zelandii, gdzie klimat jest niezbyt upalny, ale w ciągu roku wyrównany. –  ”Ale sobie wybrałaś, Afryka, wschodnia Azja, południowa lub środkowa Ameryka, Hawaje, Polinezja  to  dopiero klimaty, a ty w Irlandii!!!

Wtedy mnie dobili. Wyciągnęłam moją kolekcję zdjęć, pod wspólnym tytułem: Cztery pory roku w ogrodzie.  Piękne zdjęcia pięknych miejsc.   – „Coś ty, nie o to chodzi, jasne, że ogród jest fajny zawsze, to nie argument”.   Poszukałam kilku zdjęć / patrz; niżej/ i pokazałam moje podwórko, zwykłe wiejskie podwórko, podrasowane przez przyjaciela Z.S., a przeze mnie dekorowane  - właśnie w czterech porach roku.

Na argument, że w żadnym z wymienionych przez nas  tzw.”ciepłych” krajów nie można byłoby  pokazać tego samego nijakiego miejsca tak różnego, w zależności od temperatury i wysokości słońca na nieboskłonie  - nagle i niespodziewanie zgodzili się wszyscy jednogłośnie.   Na Boże Narodzenie zawsze chcemy śniegu, bo co to za Gwiazdka w cieplutkim domu, gdy za oknem pali słońce albo wokoło zielono-deszczowo. Najlepiej, gdy w pierwszy dzień wiosny jest pięknie, słonecznie  i kwitną stokrotki na zielonej murawie, a w lecie – świeże poranki, upalne południa i ciepłe noce, No i jesień, złocista od słońca, szemrząca od suchych, też złocistych liści, pełna zawoalowanych poranków i deszczowych, szklanych niedziel.

Wszyscy jednogłośnie się JEDNAK zgodziliśmy, że żyjemy w extra klimacie, że kochamy nasze 4 pory roku i owe znane przecież, ale  co roku zaskakujące zmiany. Przed przeziębieniami mamy się bronić hartowaniem, odpowiednim ubraniem i odżywianiem, a na grypę… najlepsza nalewka z dzikiego bzu czarnego, derenia, malin czy innych owoców. I tak zrobiliśmy zgodnie. Wolniutko sączyliśmy nalewkę,  patrząc na zmienne, „gupie” podwórko wiejskie.

p.s.   Flaga wisi, ponieważ „każdy dzień mego życia to wielkie święto…..”