-6. Ogród zoologiczny w Oliwie – warto tam bywać!- archiwa kategorii

6C. Woda w ogrodzie zoologicznym w Oliwie

18 lip 2009. Kategorie: -6. Ogród zoologiczny w Oliwie - warto tam bywać!, 6C. Woda w ogrodzie zoologicznym w Oliwie | Komentarze (0) »

6. Ogród zoologiczny w Oliwie – warto tam bywać!

13 lip 2009. Kategorie: -6. Ogród zoologiczny w Oliwie - warto tam bywać!, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze | Komentarze (0) »
Zoo w Gdańsku – Oliwie jest jednym z większych, a na pewno najładniejszych ogrodów ze zwierzętami. Warto przypomnieć kilka faktów o tym atrakcyjnym dla większości społeczeństwa miejscu.
Choć zamysł o powstaniu zoo na terenie Trójmiasta powstał w latach czterdziestych, to ostatecznie w 1953 roku władze miejskie przychyliły się do inicjatywy mieszkańców i w dniu 1 maja następnego roku otwarty został skromny ogród, ze zwierzętami będącymi darami mieszkańców, którzy też wytrwale pracowali do otwarcia i w kolejnych dziesięcioleciach.
Wybrany teren jest wspaniały; piękna, częściowo zalesiona dolina z tarasowym zboczem,  powierzchni stu hektarów , o łagodnym klimacie, który łagodzi, nawilża i uatrakcyjnia Potok Rynaszewski .  Kilka zabudowań, w tym młyn i dworek młynarza, dom główny oraz zabudowania gospodarcze od początku zaadaptowane zostały dla potrzeb powstającego obiektu.
Początkowo były to „zwykłe zwierzęta „hodowane przez mieszkańców i przywożone przez marynarzy z różnych zakątków świata.  Z biegiem lat dochodziły rzadsze, coraz trudniejsze w utrzymaniu, a zwłaszcza te, które zechciały się tu właśnie rozmnażać. Trzeba przyznać, że rozległe wybiegi  stwarzały korzystne warunki dla bytowania zwierząt i to, myślę, poza starannością i miłością, jest przyczyną sukcesu oliwskiego zoo. Zrozumiałą sprawą są zabezpieczenia w postaci krat, klatek i mocnych barier, zarówno dla bezpieczeństwa zwiedzających jak i samych zwierząt.
Byłam tu ostatnio ledwie cztery lata temu i wczoraj zostałam ogród wypiękniały nie tylko przez nowe obiekty dla żyraf, nowe wybiegi dla wielu gatunków ale wszędzie upiększają go nowe rośliny. Tu- jakieś kwietniczki, ówdzie drobny ogródeczek skalny, wszędzie nowe, ciekawe drzewa i krzewy, aktywne pnącza i iglaki.Ogród zoologiczny tonący w zieleni to naprawdę coś wspaniałego dla wszystkich, odpoczywających tu ludzi.
Przybywajcie tutaj, przyjeżdżajcie z bliska i z daleka, poznawajcie lub tylko podziwiajcie zwierzęta, zjedzcie lody i wracajcie do domów pełni ciepła w sercu i radości w oczach…

6A. Uczymy siebie i dzieci, czemu więc nie w zoo

13 lip 2009. Kategorie: -6. Ogród zoologiczny w Oliwie - warto tam bywać!, 6A. Uczymy siebie i dzieci, czemu więc nie w zoo? | Komentarze (0) »

…W Zoo Oliwskim, jak wszędzie zresztą, obserwowałam rodziny z dziećmi. Dzieci jednych rodziców biegały swobodnie, tupiąc często, hałasując, wesoło krzycząc i niezbyt zajmując się widocznymi tuż obok wspaniałymi zwierzętami. Rodzice szli alejką, jakby byli sami, rozmawiając i zupełnie nie mając kontaktu z dziećmi. O, przepraszam! Dzieci podbiegały do rodziców na widok lodów, wody czy czegoś kuszącego do jedzenia. Rodziny po prostu były na spacerze.

Inni rodzice wespół z dziećmi oglądali zwierzęta, ale nie stresowali dzieci ich nazwami, miejscem pochodzenia czy jakimikolwiek innymi wiadomościami.  Dzieci może i chciałyby wiedzieć, ale rodzice po prostu je pilnowali i sami wypoczywali.Po to też jest zoo, zwane przecież ogrodem, do spacerów na świeżym powietrzu.

Trzecia grupa rodziców, najwspanialsza to mamy czytające tablice swoim dzieciom, podający poprawne nazwy, często sami jak i ja zresztą, zdziwieni byli  np.zwierzęciem, którego wcale nie znali, a widać, że to bywalcy. Tata trzymający syna „na barana”, by lepiej widział szympansy, przy bardzo licznej widowni.Babcia, opowiadająca przy okazji, jak to przed wojną w warszawskim zoo siedziała z koleżanką na słoniu, treser coś powiedział, zwierzę się lekko przechyliło i dwie koleżanki z lodami wylądowały w piasku. I nikt się nie złościł, a śmiechy rozbrzmiewały wokoło.  Babcia- jedna z tych koleżanek – dostała darmowe zdjęcie z tego wydarzenia. Sama podsłuchując, uśmiechnęłam się.

Na jednym ze zdjęć utrwaliłam mamę z córką, gdyż mama czytała opowiastkę o rezusie i jego zasługach związanych z poznaniem czynnika Rh, córka słuchała, pewnie po cichu też czytając, a potem mama jej wyjaśniła, co to jest czynnik Rh i jakie znaczenie miało to odkrycie dla człowieka. Wzruszają mnie takie relacje rodziców z dziećmi w przyrodniczych miejscach.

Podpatrzyłam też parę: młodziutka dziewczyna czytała o historii zoo, a jej chłopak – jakby ciut dalej, następną planszę. Czytali z zainteresowaniem, w skupieniu, nie poganiając się, po czym trzymając się za ręce poszli dalej, w ożywieniu o czymś rozmawiając. Cudowne!

Popatrzyłam też na buzie dzieciaków w malutkim pociągu, krążącym po ogrodzie. Słyszałam, jak pan opowiadał , a dzieci miały otwarte buzie z zaciekawienia, rozglądały się i tylko przelotnie zerknęły, gdy im robiłam zdjęcie.

Wracając do domu przywoływałam te obrazki, które ładowały mnie do dalszych działań edukacyjnych w moim ogrodzie. I choćby po to warto było tam pojechać!

Później »