3. Maj pachnie bzami, a widać różaneczniki…- archiwa kategorii

3. Maj pachnie bzami, a widać różaneczniki..

14 lis 2009. Kategorie: 3. Maj pachnie bzami, a widać różaneczniki..., I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, VI. Ogrodowe pomysły | Komentarze (0) »

Od kilku dni, kiedy  zaprzyjaźniona rodzina poprosiła mnie o  pomoc w projekcie ogrodu wokół  ich domu, zadanie  to  oczywiście zaprząta mi niemal wszystkie myśli.  Ustaliłam, że oboje chcą, aby ogród – park  jednak  był podporządkowany kilku założeniom.  Po pierwsze, ma być utrzymany w tonacji lilaróż    (głównie dla pani domu),   po drugie, ma  słodko pachnieć wiosną   ( na  życzenie pana), po trzecie – ma być kolorowy jesienią i  w ciągu roku   ma „się”  utrzymać przy niewielkim  nakładzie  pracy ( to życzenie obojga wygodnych mieszczuchów).  Latem ogród ich nie obchodzi, bo wakacje spędzają poza krajem.

Niemal natychmiast wymyśliłam, że podstawą będą różaneczniki, bo dom został postawiony w starodrzewiu sosnowym, więc  w lekkim cieniu ale teren jest dość żyzny i momentami nawet wilgotny. Potem, że dosadzimy klony japońskie i palmowe, kilka dereni i miłorzębów   (te dodadzą jesiennego zabarwienia) oraz mimo wszystko hortensje dla owych jesiennych rudości i letnich (jednak!) akcentów.

Pozostał wiosenny  zapach lilaróż,  który czułam już podczas wspólnej rozmowy, ale  dzisiaj  zdecydowałam ostatecznie, że ów zapach będzie cudowny, choć  może nie będzie  tani, jak na żywopłot.   Bo całą posesję obsadzimy nieciętym   (więc bez pracy)   żywopłotem  z bzów lilaków.   Nie znam mężczyzny, który nie ulegnie czarowi dusznej, cudownej woni bzów, zwłaszcza w ciepłe, wiosenne wieczory, a  gdy z dala dolecą  (a tam dolatują! )   całonocne,  słowicze trele,  to noce robią się upojne. I żeby przedłużyć  słodycz wieczorów na czerwiec – dodamy jaśminowce.  Pod krzewami posadzimy konwalie.  Na „cenowe” pocieszenie można przypomnieć,  że często są obecnie sprzedawane liczne odmiany bzu lilaka mnożone in vitro, które dają odrosty tak samo odmianowe, czym zagęszczają żywopłot, a nie wymagają wycinania. I z taką koncepcją pojechałam dzisiaj do owej rodziny.

- Całe łany różaneczników? W odcieniach liliowych i różowych? I nic się przy nich nie robi? Boże, to niemożliwe?, różnych wysokości?,-  i białe też? – upewniała się pani. – I tylko różaneczniki, sosny i ścieżki? Bez trawy? To możliwe? To cudowne. A zimą będzie śnieg i zielono? – tak,  jeśli będzie śnieg.

-To szelmowski pomysł- różaneczniki otoczyć żywopłotem bzowym, niech to! – co za zapach! I się nie przycina? I jaśminy, co je pamiętam, bo mama pachniała wodą jaśminową. I na pewno nie będzie trawnika? – upewniał się.  -  Nie będzie, choć trawniki są piękne i otulają rośliny.    - Piękne, ale je trzeba kosić, a kto to będzie robił ! –  zżymał się pan domu – dobrze, że bez trawnika.  Ale się otulimy zapachami i liliowym różem, bez kłujących róż.

Oboje żegnali mnie rozmarzeni, szukając nozdrzami owych woni i widząc obłoki w liliowych odcieniach.    Bez pracy!!!   A może jednak dodać choć pas trawnika????

Pokazałam za to różaneczniki w odmianach, z tabliczkami jako zadanie na długie, zimowe wieczory. Przyzwyczaimy się do ich wyglądu,  wybierzemy, skojarzymy z nazwami, ale głównie zdjęcia te posłużą nam do jeszcze innego celu.  Wszystkie zdjęcia zrobione zostały w laboratorium niemieckim, w jednym dniu. Widać odmiany, które już przekwitły, na przykład piękna,  żółtokwiatowa  Whisky  (=Viscy), a sporo ma dopiero ledwie zaznaczające się kolorami pączki, można zatem tak ułożyć rabaty z odmianami, by jedne przekwitały, inne akurat były w kulminacji kwitnienia, a jeszcze inne miały dobre 2-3 tygodnie czasu do pełni zdobniczej kwiatostanów, co zdecydowanie przedłuży nam „rododendronowy sezon” . Odmiany później kwitnące ominie także  ”zimna Zośka” czyli obowiązkowe majowe przymrozki, co, zwłaszcza na północy i pn-zach. kraju przysparza nam zgryzot i rozczarowań.   Mamy więc sporo do nauczenia się, do zaplanowania i do przemyślenia!