3. Wciąż jeszcze kwitnie…dziki bez czarny!- archiwa kategorii

3. Wciąż jeszcze kwitnie…dziki bez czarny

2 lip 2009. Kategorie: 3. Wciąż jeszcze kwitnie...dziki bez czarny!, XIII. Rośliny przydrożne, do poznania dla pasażera | Komentarze (0) »

Dziki bez czarny -  który  zauważa się jeszcze teraz, choć właściwie już przekwita – jako krzew kwitnie wielkimi kępami, niekiedy jest małym drzewkiem, ale często to zupełne  maleństwo,  bo przykoszony, choć odrasta następnego roku od podstaw i zdoła zakwitnąć .

Kwiaty ma zebrane w płaskich, talerzowatych,   baldachokształtnych kwiatostanach. W każdym małym kwiatku widoczne są żółte pylniki, w przeciwieństwie do bzu o nazwie hebd, który ma pylniki czerwonopurpurowe. Biała korona pojedynczego kwiatka o niemiłym ale silnym zapachu zwabia owady, wróżąc im niezłe plony, jako że jest nektarodajna. Ludzie także wykorzystują kwiatostany do robienia nalewek napotnych i  do herbatek leczących przeziębienia, jednak są rabusiami wobec bzu, nic mu w zamian nie dając, a przecież on tak się garnie do człowieka i jego żyznego otoczenia.

Charakterystyczne młode gałązki dźwigające liście, złożone z 5 do 7 listków podługowatych i nierówno ale pięknie piłkowanych,  są zielonego koloru i także silne pachną. Dziki bez czarny jest nie do zniszczenia, chyba, że go wykarczujemy.

Czepia się życia wszelkimi możliwymi sposobami; a to ruszy w kilka stron od zasadniczego korzenia, skąd w kolejnym roku  po wykarczowaniu wyrasta  kilka nowych, pełnych witalności roślin. To znów produkuje wielkie ilości granatowoczarnych, błyszczących, pełnych soku owoców, kuszących ptaki. Ptaki nie trawią nasion, które użyźnione odchodami ptasimi mają na początek dość pokarmu, by zdrowo wykiełkować, a potem agresywnie się czołgać i dalej wyrastać. Jeśli go wykarczujemy i zostawimy w kompostowniku, w przyszłym roku wyrośnie radośnie z tego karczu – starego korzenia – i mając dostatek jedzenia z kompostu obejmuje w posiadanie wielki teren, zwielokrotniając tempo wzrostu.

Wiosną jednak dziki bez czarny ożywia przydroża,  zasłania wysypiska, wypełnia przestrzenie pod słupami elektrycznymi, kwitnie biało-koronkowo o dwa metry od wzroku kierowcy. Popatrzmy na tę śliczną o tej porze roku roślinę, bo za moment przekwitnie i zniknie z naszego wzroku w sposób niezauważony, by w kąciku pracować pilnie nad granatowym pożywieniem dla ptasiego bractwa.

ps. Przepis na bardzo smaczną i aromatyczną nalewkę z kwiatów dzikiego bzu czarnego / kilka chwil temu podała mi butelkę z przepisem koleżanka Beata/:

- 50 talerzowatych kwiatostanów zalać półtoralitrowa wodą gazowaną, dodając 50 g kwasku cytrynowego i docisnąć płaskim talerzem, z0stawiając całość na dobę,

- po 24 godzinach zlać, odcisnąć co się da i przesitkować, dodać półtora kilograma cukru i mocno podgrzać tuż przed wrzeniem ale nie dopuścić do zagotowania, ostudzić, dodać półtora litra wódki czystej, ochłodzić i właściwie już można ciut wypić, na spróbowanie.

- najlepiej jednak wypić po kieliszeczku z mężem, przyjaciółką lub kimś od serca,

- podarowaną nalewkę wypiłam samotnie i żałuję – mogłam poczekać na kogoś kochanego…ale bardzo smaczna!!!