9. Wycieczka na Bornholm- archiwa kategorii

9. Wycieczka na Bornholm

10 paź 2011. Kategorie: 9. Wycieczka na Bornholm, I. A oto ostatnie wpisy, najnowsze, VIII. Poza krajem | Komentarze (0) »

W ostatnią sobotę wakacji wypłynęłyśmy z Kołobrzegu na duńską wyspę Bornholm. Ja byłam szczególnie zainteresowana roślinnością wyspy, brzegiem morza oraz architekturą, a w ogóle chciałam po prostu zobaczyć ten odległy od macierzy kawałeczek Danii i jego atrakcje. Ranek był rześki ale wróżył pogodę, prom zabuczał i ruszył, a my patrzyliśmy na cofający się ląd i piękną zabudowę portu, rzuciliśmy ostatnie spojrzenie na oddalający się Kołobrzeg, a potem było już tylko morze i morze. To był pewnie nie prom ale katamaran/?/, bo cały kadłub utrzymywał się ponad wodą na dwu szerokich płozach i mknął szybko naprzód. Podróż to także atrakcja – można wypić kawę bądź herbatę, śniadanie i patrzeć przez szyby lub wyjść na wiatr, gdzie lekko wiało i lśnił Bałtyk, pomarszczony i błękitny, ale szybko otoczyła nas głęboka mgła i trwała niemal do samej wyspy. A ta wyłoniła się nagle wąskim, mglistym pasem zabudowań i szybko wyraźniała. Po o 3,5 godzinnej podróży wreszcie port w Nexo /drugim co do wielkości mieście/ i wyokrętowanie. Szybko podjechały autobusy i ruszyliśmy. Mgliste słońce szybko otuliła bardzo gęsta mgła, a my w tym woalu niewiele widzieliśmy. Piękne, skaliste brzegi ginęły w szarościach, a niewielkie, jakby bezludne miejscowości zlewały się bezimiennie. Tuż wzdłuż drogi sta-ły niewielkie domeczki, prześliczne i kolorowe, najczęściej w kratkę, w wymuskanym i wykoszonym otoczeniu.


Podczas pierwszego przystanku obeszłyśmy maleńką miejscowość z kilku przemykającymi turystami, zjadłyśmy w barze ryb do woli a w lodziarni- wielkie lizaki i lody. Najbardziej jednak podobały mi się wielkie kominy wędzarni, skały w zabudowaniach oraz cudowne, skaliste wybrzeże. Zawiodły mnie niczym nie wyróżniające się rośliny ozdobne. I znów droga we mgle, często ledwie widzialne domy i zdjęcia przez szybę autobusową. Na drugim przystanku moja wycieczka poszła szybkim marszem ku wzniesieniu z ruinami zamku majaczącymi w oddali, a ja modliłam się o odrobinę słońca, by móc te malownicze, historyczne ruiny sfotografować. Podchodziłam coraz bliżej i bliżej, mgła nie ustępowała, aż nagle stał się cud. Oto mleko spłynęło na ziemię, a ruiny wypiękniały i wyzłociły się. Obfotografowałam i wzniesienie i dojście i tarasy i ściany, głębokie rowy i mosty nad fosą i ledwie zdążyłam na zbiórkę.
Kolejną atrakcją był stary, dwunastowieczny kościółek na planie koła, wybielony i lśniący na błękitnym w końcu niebie. Pospacerowałam po starym, specyficznym i pięknie skromnym cmentarzu, bez polskiego przepychu ale z miniaturowymi roślinkami i dywanikami z trawy bądź żwirku. Niezwykle pracochłonne w utrzymaniu.
Wjechaliśmy z wybrzeża w środek wyspy, inny, miejscami zalesiony, ale w większości z gospodarstwami porozrzucanymi aż po horyzont. Tu i ówdzie pasły się owce, konie i kozy. Pojawiły się też pola uprawne. Tu i ówdzie – stare, tradycyjne wiatraki a także wiatraki prądotwórcze. Minęliśmy najstarszy las w Danii, z fragmentami dawnego murku, kilka niewielkich miejscowości, a niespodziewanie słońce obniżyło się. To uciekał czas a my zbliżaliśmy się znów do portu. Pamiątki z wycieczki, piwo o smaku czekoladowym, z karmelem i wanilią / pyszne i inne!/ i znów byłyśmy na promie. Do Kołobrzegu wróciliśmy o wpół do jedenastej, w kompletnej mgle i ciemności. Na samochodzie wisiała kartka z karą za za postawienie auta bez opłaty. Skąd mogłam o tym wiedzieć?
Mimo to wrócę na Bornholm z Niemiec, jak Niemcy – samochodem, dojadę i zatrzymam się, gdzie będę chciała i z bliska obejrzę przepiękne wielkie cedry i katalpy oraz ogromniaste hortensje z gigantycznymi kwiatostanami i wiele, wiele drzew ozdobnych, których nie dojrzałam mknącego szybko autobusu. Kupiłam przewodnik i po tym doświadczeniu zwiedzę wyspę samodzielnie. I obejrzę cudowne, skaliste brzegi….