3. Elektrownia szczytowo-pompowa w Żydowie- archiwa kategorii

3. Elektrownia szczytowo-pompowa w Żydowie

6 cze 2009. Kategorie: 3. Elektrownia szczytowo-pompowa w Żydowie, IX. Rzeki i rzeczki pomorskie | Komentarze (0) »

Została wymyślona już w latach trzydziestych XX wieku przez inżynierów niemieckich, ale dopiero po wojnie, w 1957 roku Polacy postanowili wykorzystać ten pomysł, wykonać projekt elektrowni i to o  większej mocy 45 MW. Ostatecznie miała być wyposażona w 3 turbiny i pompy oraz jaz czołowy.   Budowę realizowano w latach od 1964 do 1971. W 1964 roku została wykonana stacja sieciowa 22/110kV, a w rok później zamówione zostały turbiny w Pilznie; dwie odwracalne typu Francis i jedna klasyczna o mocy 156 MW. Dwie pompy, każda o mocy 68 MW, były niezbędne do pompowania wody z dolnego do górnego jeziora w nocy, gdy zapotrzebowanie na prąd było małe. W efekcie powstała największa w Polsce elektrownia szczytowo-pompowa, która miała dostarczać prąd w godzinach maksymalnego zapotrzebowania, od rana do popołudnia czyli w godzinach tzw.szczytu. Poza samą elektrownią wybudowano wiele obiektów towarzyszących, w dolnej części Żydowa.

Wykonano ogromne prace ziemne i betonowe. Powstała zapora filtracyjna na rzece Radwi, o długości 50 metrów i wysokości prawie 6,5 m,  kanał łączący oba jeziora, o długości 1316 m, w kształcie trapezu, szerokości dna 12 m i głębokości 9 m, komora wlotowa do rurociągów dosyłowych o wysokości 18,5 m, 3 rurociągi stalowe o średnicy od 450 cm najmniejsze do 560 cm największe, każdy o długości 467 metrów (swobodnie mieściłoby się tam około 40 dużych pojazdów w każdym rurociągu, np. autobus za autobusem).  Do tego – mieszkania dla pracowników, i budynki towarzyszące tego typu instalacji. W sumie elektrownia została ukończona w 1971 roku.

Wtedy to po raz pierwszy popłynęła woda z jeziora Kamienno  przez kanał i komorę wlotową do rurociągów, błyskawicznie nabierając prędkości, więc też energii i spadała na  turbiny, poruszające wirnikami, a generator wytwarzał tak potrzebny wtedy Polsce prąd elektryczny. Woda spływała do tzw.dolnego jeziora Kwiecko. W nocy, gdy zapotrzebowanie na energię malało – pompy wodę pompowały z powrotem w górę, do jeziora Kamienno, z którego była spuszczona kolejnego dnia.  Nazwa elektrowni pochodzi stąd, że dostarczała ona prąd w godzinach szczytu. Woda w obu jeziorach mieszała się każdej doby i z dolnego, żyznego czyli eutroficznego i górnego – skąpożywnego czyli oligotroficznego po latach ustaliła się jako średnio żyzna czyli mezotroficzna. Rośliny charakterystyczne dla jeziora oligotroficznego , zwane „lobeliowymi” od występowania w nich lobelii jeziornej - stroiczki – wyginęły, ale taki jest koszt rozwoju cywilizacji i co za tym idzie- techniki. Elektrownia zresztą działa w taki sposób dotychczas.

Mam gdzieś stare, czarno-białe zdjęcia, z czasów budowy elektrowni. Byłam tam pod koniec lat sześćdziesiątych kilka razy, obserwując postęp prac i podskórnie czując, że to nieunikniona cena postępu. Pamiętam ogromne, jak mi się wtedy wydawało, samochody, wypełnione piaskiem, stojące w wielkich wykopach na dnie przyszłego kanału. Pamiętam  też niezwykły widok całego zbocza z perspektywy brzegu jeziora Kwiecko i wędrówkę do jeziora Kamienno, wtedy jeszcze lobeliowego. I moje święte oburzenie na niszczenie takiego wspaniałego jeziora z takimi rzadkimi i jakże cennymi roślinami. Potem odkrywałam stopniowo kilkadziesiąt takich jezior, z roślinami potrzebującymi czystej, bezwapiennej, ubogiej w składniki wody i zrozumiałam zarówno to, jak cenne i delikatne są jej składniki i jak rozumny człowiek musi umieć wybierać, godzić rozwój populacji ludzkiej z utrzymaniem bioróżnorodności i wprzęgać w jej zachowanie osiągnięcia naukowe.

I teraz z perspektywy czasu śmiać mi się chce z mojego oburzenia na pomysł, by ludzie wędrowali po ruchomych wydmach Słowińskiego Parku Narodowego, bo je zniszczą. Ludzie wędrują jedynie przez niewielki teren, a widzą, rozumieją, czują przemijające piękno wydm i uczą się zachowań oraz pokory wobec przyrody. Dlatego i dla wielu innych moich doświadczeń i obserwacji byłam za puszczeniem obwodnicy w Dolinie Rospudy, bo wiem, że w dwa-trzy lata po budowie, wróciłby stan przyrody sprzed budowy, wróciłyby ptaki i płazy, a ludzie z Augustowa mieliby szybką szansę na polepszenie warunków życia w mieście. Wierzę też święcie w moc i mądrość Przyrody!

I do czego można dojść, pisząc o elektrowni w Żydowie. A sama elektrownia jest prosta w pomyśle więc mądra i w dodatku piękna. Lubię tam jeździć, wożę tam moich znajomych, a zdjęcia nie oddają ani urody widoków doliny Radwi i jeziora ani cudownej techniki.

Zresztą, każdy turysta będąc na naszej Ziemi Pomorskiej powinien tam pojechać i sam to ocenić…