2. Szczegóły w letnim ogrodzie

Opadły dawno wiosenne emocje po bujnych bukietach różaneczników, upajających zapachach kalin i azalii, przestały kusić wielkością i barwami kwiaty różnistych magnolii, stonowały się niedoświetlone  liście i szpilki drzew, a i owady jakby mniej żarłoczne i bardziej wybredne! Połowa lata w ogrodzie to przełom – zaczynają kończyć kwitnienie te nawet najbardziej wytrwałe rośliny późnowiosenne, a jeszcze nie rozkwitają  w pełni hortensje. Wypalają się jedne , a nie rozpaliły się inne.

Za to światło w ciągu dnia daje złudzenia kolosalne;  o poranku trawy kuszą świeżą zielenią  – opite wieczornej rosy, kropliste pajęczyny stroją iglaki brylantami, pąki kwiatowe łudzą nowymi kolorami i wszystko trwa w wiosennym przeświadczeniu rozwoju, póki słońce nie wysuszy ostatniej kropli, nie zabierze ostatniego ożywienia barwom i w południe nie rozświetli aż do prześwietlenia ogrodowych obrazów niczym na negatywie.

Barwy zamierają na kilka godzin, a oczy nie chcą patrzeć  na owe bezblaski, bezcienie i bezkształty aż do czasu, gdy słońce zaczyna się kłaniać Ziemi. Pojawiają się wtedy długie cienie, wielobarwy i zwielokrotnione blaski: na każdym listku, liściu i gałęzi, wszystkich gałęziach, konarach i każdym szczególe koron drzew. Wtedy ogród jest najpiękniejszy. Wdzięczy się każdy płatek osobno i kiście razem. Każda roślina gra na długich   promieniach i niskich cieniach.

I w ostatnich promieniach zachodzącego słońca rośliny dokonują owego cudu nadziei na jutro – są znów piękne i barwne, a jutro będą piękniejsze. I czekamy na poranek, na jutro, by  się im od nowa przyglądać. Ich kolejnym pączkom, dojrzałym czyli bezużytecznym płatkom, nowym pręcikom, zapylonym słupkom i innym szczegółom, szukając nowego piękna, szczególnego, a dotychczas nie zauważonego cudu… Dlatego codziennie, w każdym sezonie, w każdej porze roku i każdego kolejnego roku kochamy te nasze cudowne rośliny.  Za owe szczegóły, bo…przecież diabeł tkwi w szczegółach!